Te trzy lata minęły bardzo szybko.Ciągle fascynują mnie wampiry.Tyle, że teraz wiem o nich dużo więcej.
Jak co dzień przed ósmą, Jared podjechał po mnie swoim czerwonym, już lekko podniszczonym mercedesem.Zajęłam swoje stałe miejsce na przodzie.Droga była jak zwykle nierówna i wyboista.
Zaparkowaliśmy przy chodniku przed szkołą.Zauważyłam na parkingu nieznany mi samochód, z którego wysiada nieznajomy mi dotąd chłopak.Dziwne.Wyglądem przypomina wampira.Ma ciemne oczy, jest blady jak ściana i porusza się z gracją.Jego włosy przybierają ciemno-brązową barwę.Jared ujrzawszy, że wpatruje się w nieznajomego,powiedział:
-Pewnie jest nowy.Z tego, co widzę nie jest z tąd.Jak znam życie to będzie z nami w klasie.
-A po czym to wnioskujesz?
-W końcu parę lat temu ja też byłem nowy.Wiem jak się tacy zachowują-chwilę milczał-Wygląda podejrzanie.
-Daj spokój, Jared.Wiesz, że nie ocenia się książki po okładce?
Podeszłam do wampiro podobnego chłopaka.
-Cześć-wyciągnęłam do niego rękę na powitanie-Jestem Nicol
-Cześć-wyglądał na bardziej bladego, niż był przedtem.Jakby się czegoś przestraszył-Ja jestem Joseph.A tam idzie moja siostra-wskazał na wysoką dziewczynę z długimi,kręconymi i kruczo czarnymi włosami.Idzie w naszą stronę.
-Hej-uśmiechnęła się promiennie-Jestem Vera
-Siema.A ja Nicole.Miło mi cię poznać.
Nie.To tylko złudzenie.Chyba właśnie zobaczyłam jak z prostych zębów Very wyrastają dwa kły.To nie możliwe.Ona nie jest wampirem.A może...
Tak jak mówił Jared.Joseph jest w naszej klasie.Odnalazłam w nim swoją bratnią duszę.Też nie pchał się na początek klasy, żeby tam zająć miejsce.Wolał spokojnie zająć ławkę najbardziej oddaloną.W najciemniejszym kącie.
Pierwszą lekcją była biologia.Mięliśmy kroić żaby.Fuu!Nauczyciel kazał nam dobrać się w trójki.Joseph siedział tak jakby mówił:'nie obchodzi mnie to'.Podniosłam się z krzesła.
Jared złapał mnie za rękę.
-Co ty robisz?-zasyczał
-Idę zapytać Josepha, czy będzie z nami na eksperymencie-spojrzałam na Jareda jak na idiotę-Czy robię coś złego?
-Spójrz na niego-odwróciłam się do Josepha, potem znów na Jareda-Nie wygląda na do końca rozwiniętego.
W tej chwili Joseph spojrzał na Jareda przekrwionymi oczami.Wyglądał przerażająco.Powstrzymałam krzyk przerażenia.
-No choodz!-prosiłam Jareda ciągnąc go za rękę i prowadząc w stronę czerwonookiego chłopaka.
-Cześć,Joseph.Pamiętasz mnie?Spotkaliśmy się na parkingu-zagadałam
-No jasne.Siema.-przywitał się patrząc na Jareda
-Siema-trochę niechętnie odwzajemnił powitanie Jared
Szturchnęłam przyjaciela łokciem w bok.
-Yyy..-spojrzał na mnie,po czym przewrócił oczami- Joseph, czy chciałbyś ze mną i Nicol pokroić żabę?-znów go szturchnęłam-Prooszę-Jared, jakby był jakąś flirciarą zatrzepotał rzęsami.
Joseph uniósł delikatnie swoje cienkie,brązowe brwi, po czym podniósł się z krzesła.
-Spoko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz